Propozycja: czternaście metrów
Do budżetu obywatelskiego idzie jedna, policzona wersja — ta z kopułą jako Słońcem. Tablice nie muszą stać dokładnie na średniej orbicie, bo planety na niej nie stoją: każda krąży między peryhelium a aphelium, czyli w pasie o szerokości od kilkunastu metrów (Wenus) po blisko trzy kilometry (Uran). Miejsce jest dobre, jeśli trafia w ten pas — stoi na odległości, którą planeta naprawdę osiąga.
Proponowane miejsca to tereny, a nie punkty, więc tablica staje tam, gdzie orbita przez nie przechodzi. Park Tysiąclecia ciągnie się od 641 do 1333 metrów od kopuły, czyli cały pas Wenus mieści się w jego środku; park w Kiełpinie sięga od 7418 do 7609 metrów i wchodzi w pas Jowisza.
Sześć miejsc w mieście to w dodatku wyłącznie grunty miejskie — bez tego projekt nie mógłby wejść do budżetu obywatelskiego, bo ten finansuje inwestycje tylko na nieruchomościach należących do miasta. Nic nie jest jeszcze uzgodnione z ich zarządcami.
Po co to miastu
Bo odległości trzeba przejść. Planetarium pokazuje niebo w sali; ten model pokazuje je na ulicach i robi jedną rzecz, której nie da się zrobić na ekranie. Dziecko, które idzie półtora kilometra od kopuły do Ziemi, a potem dowiaduje się, że do Jowisza jest jeszcze pięć razy dalej, wie o Układzie Słonecznym coś, czego nie przekaże żadna ilustracja — bo każda ilustracja kłamie, żeby wszystko zmieściło się na kartce. Przy samej tablicy Ziemi wyjdzie jeszcze jedno: Księżyc nie jest „tuż obok”. Przy grejpfrucie wielkości naszej planety stoi prawie cztery metry dalej — a gdyby akurat był najdalej od Ziemi, w tę szparę zmieściłoby się, jedna za drugą, wszystkie osiem planet Układu Słonecznego. Dla szkoły to gotowa lekcja: jest trasa, są liczby na tabliczkach i nie trzeba niczego przygotowywać ani rezerwować.
Bo to jest jeden spacer. Od kopuły do Jowisza w Kiełpinie jest 7,5 kilometra prosto na południe — dzień pieszo, godzina rowerem, a po drodze Park Winny, Park Tysiąclecia i Jędrzychów. Tablice stoją tam, gdzie i tak coś jest, więc trasa nie prowadzi donikąd: spina to, co miasto już ma, w jedną rzecz, którą da się komuś opowiedzieć i pokazać na mapie. Takie modele gdzie indziej działają — najbardziej znany, szwedzki, ma za Słońce halę widowiskową w Sztokholmie, a najdalsze punkty kilkaset kilometrów na północ, i ludzie jeżdżą je zbierać.
Bo drugi etap sam wychodzi za miasto. Saturn wypada w gminie Zabór, Uran pod Kargową, Neptun w Wolsztynie — każda z tych gmin dostaje powód, żeby dołączyć do czegoś, co zaczęło się w Zielonej Górze, i własny punkt na tej samej mapie. Miasto nie płaci za nic poza swoją granicą, a i tak jest środkiem układu.
Czym jest jedna tablica
Słupek z tabliczką i kulką w prawdziwej skali modelu — od trzech i pół centymetra Księżyca po metr czterdzieści Jowisza. Na tabliczce: nazwa, prawdziwa średnica, odległość do Słońca, kierunek i odległość do kopuły oraz kod QR do mapy całego modelu. Gdzie ta mapa stoi, jest do ustalenia — jej miejsce jest raczej na stronach miasta albo planetarium niż u nas; jeśli miastu wygodniej, możemy ją postawić i prowadzić, tak jak tę. Mniejsze kulki są zatopione w płycie i czyta się je palcem; Jowisz i Saturn stoją jako kule, bo w tej skali są większe od człowieka w pasie.
Etapy
Pierwszy mieści się w mieście. Tablica przy kopule, która tłumaczy całość i jest punktem zerowym, oraz sześć tablic: Merkury, Wenus, Ziemia, Księżyc, Mars i Jowisz. Najdalsza — Jowisz — stoi 7,5 kilometra od kopuły, w parku w Kiełpinie, czyli wciąż w granicach Zielonej Góry. To jest zakres wniosku.
Drugi wymaga sąsiadów. Saturn wypada w gminie Zabór, Uran pod Kargową albo na lotnisku w Babimoście, a Neptun w Wolsztynie, już w wielkopolskiem. Miasto nie może ich sfinansować, bo leżą poza jego granicą. Do czasu rozmów z gminami te trzy istnieją tam, gdzie teraz: na mapie wyżej.
Co się na to składa
- siedem tablic etapu pierwszego: słupek, tabliczka, kulka;
- uzgodnienia i dokumentacja — zgoda zarządcy każdego terenu i projekt posadowienia;
- mapa, do której prowadzą kody QR — jej miejsce jest raczej u miasta albo w planetarium; jeśli nie, stawiamy ją my i nie kosztuje to miasta nic.
Kwoty wejdą tutaj, kiedy będzie wycena. Dla budżetu obywatelskiego liczy się też to, czego na tej liście nie ma: po zamontowaniu model nie wymaga obsługi. Nie ma w nim niczego, co trzeba włączać, zasilać, konserwować ani aktualizować — planety same się nie przestawią, a odległości między nimi nie zmienią się przez najbliższe kilka miliardów lat.
Co dalej
To propozycja, a nie decyzja miasta, i rozmiar Słońca wciąż jest otwarty — suwak wyżej jest po to, żeby ten wybór dało się policzyć, a nie wyczuć.